Szukaj
  • Domingo

"Wieszanie" Rymkiewicza - najbardziej krwista książka o insurekcji



Krwista, ale niekoniecznie krwawa. Bo "Wieszanie" Jarosława Marka Rymkiewicza, wybitnego poety, eseisty, dramaturga i profesora jest książką historyczną. Zresztą sam autor, który niedawno skończył 85 lat we wstępie tak ją określa. Fot. Mariusz Kubik

"Książka ta przeznaczona jest dla miłośników historii ojczystej - takich, którzy lubią czytać o tym, jak wyglądało życie polskie w dawnych czasach i jak żyli nasi przodkowie, jakie mieli przygody oraz obyczaje. Mówi ona o wydarzeniach, które miały miejsce w Warszawie przed ponad dwustu laty, między połową kwietnia a początkiem listopada 1794 roku. Jest w niej również mowa o kilku wydarzeniach nieco późniejszych i nieco wcześniejszych, a także (dla przykładu oraz porównania) o wydarzeniach, do których doszło w tymże czasie w Wilnie i w Krakowie. Nie znaczy to, że moja opowieść zdaje sprawę ze wszystkich ważnych wydarzeń, które miały miejsce w

Warszawie w roku 1794. Tę kwestię dostatecznie wyjaśnia tytuł książki - jej tematem są wydarzenia wiążące się z wieszaniem na szubienicy, a więc, ujmując to inaczej, z legalnym lub nielegalnym wykonywaniem wyroków śmierci - niekiedy sądowych, a niekiedy wydawanych spontanicznie przez lud Warszawy." Poniżej jeden z wielu brawurowych fragmentów tej książki:

(...) w pierwszej połowie wieku XVIII (...) sprzątanie gnoju z ulic polegało na podmiataniu go w jedno miejsce. Jak sobie wtedy radzono z gnojem domowym, nie mam pojęcia - prawdopodobnie wcale sobie nie radzono. Natomiast na ulicach leżały czy raczej stały, w miesiącach jesiennych i zimowych, wielkie kupy gnoju. Można je było zobaczyć, bo tam właśnie miały swoje uprzywilejowane miejsce, przed pałacami magnackimi na Senatorskiej, Miodowej, Długiej i Krakowskim Przedmieściu. Istniały co prawda przepisy nakazujące uprzątanie, może nawet wywożenie ulicznych nieczystości, ale były one wydawane przez samorząd miejski i magnaci nie musieli się im podporządkowywać. (...) Kupy gnoju leżały więc na ulicach do wiosny, nawet do lata, a gnój rozkładał się i oczywiście śmierdział. (...) Sytuacja ulegała poprawie dopiero wczesnym latem, kiedy zmieszany z błotem gnój wysychał i dzięki temu można go się było pozbyć. Budowano wtedy z niego wieże (podobno sięgały one do wysokości pierwszego a nawet drugiego piętra), a potem wieże te podpalano -i coś w rodzaju potężnych pochodni z gnoju oświetlało w nocy

Warszawę. Później, w latach dziewięćdziesiątych, tych wież na ulicach Warszawy

już nie było, zginęła nawet (jak to zwykle bywa z takimi urządzeniami) pamięć o nich, i trochę mi ich, właśnie w tym czasie, brakuje - kilkupiętrowe wieże z gnoju, płonące w maju i w czerwcu przed kościołem Dominikanów Obserwantów na Nowym Świecie i przed Pałacem Brühla na Wierzbowej, i oświetlające ustawione tam szubienice oraz wisielców, kołyszących się na postronkach, to byłby wspaniały widok; to byłby jeden z najwspanialszych i najdzikszych pejzaży naszej polskiej historii."


Rymkiewicz uważa i komunikuje to bardzo spokojnie, że Kościuszko powinien dopuścić, jeśli nie samodzielne powiesić króla. Z jakiegoś mistycznego, bo przecież nie racjonalnego powodu, sugeruje, że powieszenie króla mogłoby doprowadzić... do zwycięstwa insurekcji. W ogóle lud warszawski insurekcji powinien był wieszać częściej. To są ryzykowne tezy i to jest warstwa, która wystaje z ram tej generalnie świetnie udokumentowanej historycznej książki. To historia bez upiększeń, powiedziałbym, że z poziomu ulicy, nawet jeśli jest to uliczka prowadząca do magnackiego pałacu. Z drugiej strony w połączeniu z wyobraźnią i kunsztem pisarskim autora wręcz filmowo fascynująca. Przesłanie Rymkiewicza swego czasu wzbudziło wiele kontrowersji. Oprócz krytyki, były też pochwały np. Szczepan Twardoch w 2011 r. pisał w miesięczniku "Znak" tak: "<Wieszanie> Rymkiewicza wydało mi się nowym wątkiem w zmurszałym, zmęczonym budynku polskości, budynku, którego od czasów Gombrowicza nikt nie budował już z pasją. Od wielu lat budowniczowie, jeśli układali jakieś cegły, robili to już tylko według starych, zużytych projektów. A nagle w tym zaduchu zmurszałych belek polskości romantycznej i niemrawych prób definicji polskości „nowoczesnej” (której rzekoma nowoczesność zasadniczo jest ledwie odkurzonym popowstaniowym pozytywizmem), pojawia się, jak blok zimnego betonu, projekt ściśle modernistyczny, brutalny: Wieszanie właśnie. Próba całkowitej redefinicji polskości, odświeżająca próba pomyślenie Polaków jako podmiotu, nie zaś przedmiotu przemocy."


Więc mam dla was tylko jedną sensowną radę: przeczytajcie sami. Grubo tam się dzieje, ale nie jest to gruba książka.

8 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie