Szukaj
  • Domingo

Inżynier-komandos, czyli przestańcie z Kościuszki robić romantycznego malarza!


Koniec sierpnia 2020 roku. Empik. Półka z książkami historycznymi. Coś o bohaterach polskich powstań narodowych. Autor: profesor z Uniwersytetu Warszawskiego. O, jest Kościuszko! Przeglądam i widzę jako ważne podkreślenie: "(...) studiował malarstwo w Paryżu". Jakby to było jakoś szczególnie ważne! Przecież nie to było celem wyjazdu do Francji.


Agrrrrrhhh!


Ludzie czytają takie drobiazgi i lepią sobie w głowie obraz jakiegoś chłopca z loczkami, który z bladym licem, pędzlem pod pachą, szedł na śmierć ku Moskalom uniesiony romantycznym porywem serca!


Halo! Stop!


Będzie sporo wypisów ze Stefana Bratkowskiego i jego książki "Tadeusz Kościuszko. Z czym do nieśmiertelności" łączącej dociekliwość i horyzonty poza-humanistyczne z ostrym piórem. Książki starej, z lat 70-tych, ale jednak dość wyjątkowej, bo kontrowersyjnej (ostro traktował historyków Kościuszki, czasem niesprawiedliwie) i nie nudnej. Jedziemy.


Tak, Kościuszko malował, ale raczej hobbystycznie, a malarstwa i rysunku uczył się głównie po to, żeby poprawić swoje umiejętności inżynierii wojskowej i dla przyjemności. Nie było łatwo cudzoziemcowi dostać się bezpośrednio do francuskich szkół wojskowych. Więc na studiach malarskich uczył się rysunku, a u prywatnych nauczycieli budowania fortyfikacji i artylerii, jeździł oglądać twierdze, ale też groble i kanały "cywilne" z polecenia swojego patrona Czartoryskiego.


"Apoteozy karmiące się bredniami wypichciły Kościuszce pomnik z ciepłych klusek i bożego głupstwa. (...) W dzisiejszych narodowych dyskusjach Kościuszko funkcjonuje jako popularny symbol romantyzmu, jako sztandar apologii powstań, przeciwstawiany pozytywizmowi (...). Otóż był po środku. Należał do najlepszych tradycji zdrowego rozsądku w Polsce. (...)

Był <romantycznie> sentymentalny i <pozytywistycznie> pragmatyczny. (...) był artystą w swoim zawodzie inżyniera wojskowego. Bardzo dobrym organizatorem, mistrzem sztuki artyleryjskiej, wspaniałym szefem, wreszcie stworzył doktrynę narodowej wojny partyzanckiej (...). Był ten bohater akurat i to przede wszystkim - wybitnym fachowcem. (...) Ale zrobić coś skutecznie to nie uwznioślało. Umiejętności nie były i nadal nie są tworzywem do produkcji polskich legend".

No więc był zdolny, miał protektora w postaci Czartoryskiego i wybrali go do Szkoły Rycerskiej. W XVIII w. to wojsko "dawało jedyną szansę nieograniczonej kariery ludziom inteligentnym, a nie dość bogatym, czy nie dość dobrze urodzonym. A największe szanse dawały zaś wojska techniczne (...)".

We Francji na przykład było tak: "(...) dopóki w roku 1771 szlachta nie zamknęła źle urodzonym dostępu do stopni oficerskich w armii, źle urodzeni, co zrozumiałe, kierowali się przede wszystkim do wojsk technicznych wymagających zdolności i wiedzy - geometria bowiem, balistyka, czy też mechanika nie poddawały się wpływowi majątku ani genealogii kandydata".

Co obejmowało wyuczenie się na wojaka-artylerzystę?

Przykład z Bawarii z XVII w.: "arytmetyka, geometria, ćwiczenia z posługiwania się bronią palną i w obsłudze dział, obliczanie pierwiastków, pola powierzchni i objętości brył, sporządzania działomiaru i ustalania średnicy kul na podstawie ich ciężaru, obliczania przestworu i wymiarów luf i łóż działowych, posługiwanie się kwadrantem i nadstawkami celowniczymi, sporządzanie prochu strzelniczego i mieszanin zapalających, zajęcia w laboratorium produkcji amunicji i materiałów pirotechnicznych. (...) Grubo za dużo jak na wytrzymałość magnackich synków; tym nie uśmiechała się specjalność, która zmuszała do nauczenia się tak wiele po to, by zdobyć pozycję tak niską, jak prosty kanonier".

To dorzućmy tylko, że Napoleon też był artylerzystą-inżynierem.

Oprócz awantur razem z kolegami z Korpusu Kadetów trzeba było też ostro zakuwać. Work hard, play hard. Geometria, fortyfikacje, artyleria. Zresztą podobno miał kazać się budzić o 3 nad ranem i żeby nie zasnąć moczył nogi w zimnej wodzie.

"Po zakończeniu nauki w Szkole Rycerskiej w kajecie komendanta z ankietami personalnymi (...) przy nazwisku Kościuszki znalazła się adnotacja, że <umie> on nie tylko niemiecki i francuski, lecz także <architekturę wojenną i geometrię>. (...)" Chodziło o inżynierię polową jeśli szukać w dzisiejszego znaczenia".


Wyszedł ze Szkoły inżynierem polowym i kartografem (o tym ważnym elemencie za chwilę). Jeszcze Bratkowski: "Kariera Kościuszki w Korpusie na leżała do najszybszych; była najbardziej błyskotliwa z możliwych, jeśli nie liczyć jego starszego przyjaciela Józefa Orłowskiego. Dlatego to ci dwaj, a nie żadni ulubieńcy króla, zostali wybrani do francuskiego stypendium na dalszą naukę [w Paryżu]".

I jest jasne, że jechali tam szykować się na inżynierów wojskowych, a nie malarzy.

W podaniu do króla o stypendium był taki aneks o przewidywanych wydatkach. Nauczyciele "mathematyki, architektury militarnej, artyleryi, taktyki, architektury cywilnej, rysowania, malowania, książki, instrumenta, farby, stancja, drwa, fryzjer, stół, suknie, bielizna (...) zwiedzanie fortec (...)".

Wróćmy do tych mało ekscytująco brzmiących geometrii, kartografii, miernictwa. To było coś więcej niż wam się teraz kojarzy! Miernictwo, czyli mierzenie ziemi, opisywanie jej za pomocą tworzenia map! A te są kluczowe dla operacji wojskowych.

Że niby siedzenie za biurkiem przy świecy?

Coś mało "sexy"?

To oddaję głos Bratkowskiemu: "Zobaczmy <inżynierów-geografów> w świetle bardziej krwistym dowiadując się na czym polegała ich służba w XVIII-wiecznej wojnie. Najzuchwalszy bodaj zagończyk wojny siedmioletniej, przynajmniej po stronie francuskiej (...) sławny kapitan de Jeney, był właśnie <indżenierem> [i autorem podręczników]. To jego oddział potrafił przemknąć zimą w zadymce o kilka metrów od maszerujących kolumn przeciwnika, to on przebierał swoje rekonesanse w mundury wrogiej armii, dokonywał czynów godnych filmów <płaszcza i szpady> (...)

Myślicie Państwo, że ci inżynierowie-geografowie siedzieli po kwaterach sztabowych? Przeciwnie, szli w akcje najbardziej ryzykowne! W podjazdy, przeszpiegi, na obserwacje."

Kiedy posyłano ekipę w okolice wroga, kto był w niej najważniejszy? De Jeney nauczał: "W takiej okazji trzeba mieć wyśmienitego geografa, zdolnego z samego widzenia plan zrobić. Szef zaś starać się powinien, aby ten geograf, czyli raczej indżenier, najrączszego miał pod sobą konia, bo gdyby nieprzyjaciel napadłszy rozegnał podjazd, on najsamprzód mógł się ratować z swoją robotą i przybyć z obserwacjami swymi do wojska".

Bratkowski: "Panowie inżynierowie jeżdżą z podjazdami i równie dobrze w pojedynkę przekradają się niedostępnymi ścieżkami, jak zwiadowcy, drapią się skrycie na szczyty wzgórz, by lustrować okolicę; nasz bohater jako inżynier-zwiadowca gen. Greena, będzie w Ameryce przebywał dziesiątki kilometrów w ciągu dnia, konno, pieszo i łódką indiańską. Szalona służba! W pół drogi między uczonym a komandosem, popis inteligencji i przebiegłości."

Robienie map, montaż palisad i koszokopów. Do tego podkopy pod stałym ostrzałem i wysadzanie umocnień przeciwnika jak pod fortem Ninety-Six. "Imaginujemy sobie Naczelnika Narodu skulonego w kucki i łopatką przepychającego za siebie ziemię między nogami - mało licuje ten obraz z portretem szlachetnego młodzieńca ściskającego szablę na pamiątkowych konterfektach i litografiach... Czy to mało bohaterski obraz? Wręcz przeciwnie! Największe straty podczas oblężeń ponosili właśnie saperzy" - czytamy u Bratkowskiego.

Zresztą artylerzyści słynęli z zimnej głowy i odwagi. Nie było emocjonującej szarży czy natarcia, tylko całe godziny skupionego ostrzeliwania przeciwnika z jednego miejsca. Wiedzą, gdzie jesteś i też do ciebie strzelają. Non stop.


Artyleria Armii Kontynentalnej 1777-1783. Obraz Jeana Leffela na podstawie rysunków H. A. Ogden/Lt. Charles M. Lefferts.


Dlatego Ameryka lat 1776-1777 wzywała przede wszystkim inżynierów.


I jeszcze urywek z listu samego Kościuszki do Wandalina Mniszcha, kiedy to w 1775 r. zamyślał nasz przyszły bohater starać się o przyjcie do służby saskiej, i szukał protekcji: "Sposobiłem się przez pięć lat bycia mego w cudzych krajach wydoskonalić się, co do rządu trwałego z uszczęśliwieniem wszystkich należy, w ekonomice i stanie żołnierskim (...) ile że i wrodzoną pasyą do tych rzeczy miałem."


Jeszcze trochę Bratkowskiego:


"Swoją sztuką wygrał [Kościuszko] dla generała Gates’a pierwsze liczące się amerykańskie zwycięstwo w tej wojnie - pod Saratogą (1777), które miało decydujące psychologiczne znaczenie dla dalszego jej ciągu. Swoimi fortyfikacjami polowymi i doborem pozycji dla wojsk Gates’a dosłownie zamatował przeciwnika. Doborowe, zawodowe oddziały armii brytyjskiej pod fachowym, zawodowym dowództwem skapitulowały nie w wyniku starć zbrojnych, lecz wobec braku wyjścia.

Jego największym jednak wyczynem było mistrzowskie i wyprzedzające epokę ufortyfikowanie w 1778 r. "Gibraltaru Ameryki", rejonu West Point nad zakolem rzeki Hudson, w miejscu kluczowym dla łączności stanów Nowej Anglii z pozostałymi. Swoimi fortyfikacjami wygrał wtedy bitwę bez bitwy - Anglicy nie odważyli się zaatakować systemu fortów powiązanych ze sobą ogniem dział, strzelb i muszkietów. (...) W 1791 r. wytrenował swych podwładnych do poziomu najlepiej może wyszkolonych artylerzystów Europy. Pod Dubienką (1792) Kościuszko stoczył typową "inżynierską" bitwę z Rosjanami, w której odegrały rolę jego

umiejętności w zakresie operowania ogniem artyleryjskim i fortyfikacją polową; zadał poważne straty niepokonanemu do tej pory przeciwnikowi. W 1794 r. Warszawa dzięki kapitalnym umocnieniom polowym 55 dni broniła się z sukcesem przeciw dwóm najlepiej ówcześnie wyszkolonym armiom świata, pruskiej i rosyjskiej - a wedle teorii była miastem nie do obrony. Niestety, Kościuszko nie miał równego doświadczenia w operacjach polowych, po pierwszych zaś sukcesach nadmiernie ufał w siłę swego żołnierza. Zapłacił za to pod Maciejowicami. Zapłacił klęską za ewidentne błędy taktyczne."


Dodam, że w czasie niektórych przedsięwzięć w wojnie amerykańskiej miewał pod sobą kilkuset ludzi, których pracę w warunkach polowych musiał zorganizować.


Tak, malował! "Jeśli dziś szkoła produkuje podział na inteligentów <humanistycznego> i <technicznego> chowu, to tylko jej wina - pogwałciła naturalną drogę poznania i odkryć (...)".

Kościuszko był i takim i takim, i to było wtedy całkiem normalne, łączenie sprzecznych ze sobą - w naszym pojęciu - umiejętności nikogo nie dziwiło. Szydełkował, malował, rysował, grał na fortepianie, komponował, romansował.

Czy "malarz" może być przyzwyczajonym do ryzyka i niebezpieczeństwa człowiekiem zimnej krwi? Leonardo da Vinci był naczelnym inżynierem wojskowym armii Cezara Borgii; Mickiewicz to absolwent wydziału matematyczno-fizycznego, który zasiadał w radzie emigracyjnej towarzystwa stypendialnego, kształcącego dla przyszłości polskich fachowców i wojskowych; Pierre Choderlos de Laclos, autor romansowo-erotycznej powieści "Niebezpieczne związki" napisał ją budując fortyfikacje wojskowe na wyspie Aix, bo z wykształcenia i zawodu był inżynierem wojskowym.

324 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie