Szukaj
  • Domingo

Finis Poloniae!


Tak miał zawołać naczelnik Kościuszko 10 października 1794 r., kiedy w dniu klęski pod Maciejowicami dopadli go kozacy carskiej armii.

Wiadomość tę podała wychodząca w Poznaniu "Süd-preussische Zeitung" w numerze z 22 października i powtórzyła jej wychodząca po polsku mutacja "Gazeta Południowo-Pruska". Informację tę miał dostarczyćporucznik pruski Heiligenstädt, który przebywał w rosyjskim obozie.


Historycy nie mają wątpliwości, że rzekomy okrzyk Kościuszki to wymysł pruskiej propagandy wykorzystywany potem intensywnie w Księstwie Poznańskim w XIX w. W żadnych innych przekazach uczestników bitwy maciejowckiej, zarówno polskich, jak i rosyjskich nie ma o tym żadnej wzmianki.


Samo pojmanie Kościuszki było dramatyczne.


Wczesnym popołudniem 10 października - jak pisze Wojciech Mikuła - "(...) jazda powstańcza, widząc nadchodzące zewsząd oddziały rosyjskie, nie wytrzymała jednak psychicznie i rzuciła się do ucieczki na północ [mogli wyglądać tak 👇].

Naczelnik próbował ją powstrzymać. Jazda uchodziła brodami na Okrzejce pomiędzy stawem a wsią Oronne, pędziła poprzez łąki nadrzeczne i las ku wsi Polik.


Tutaj zagrodzili jej drogę kozacy [są na górnym obrazie po prawej 👆], huzarzy woronescy od dawna już znajdujący się za rzeką [👇]

W pogoń ruszyły i inne pułki kawalerii rosyjskiej. W tym charkowski pułk lekkokonny [👇]

Jazda powstańcza nie podjęła walki, rozpraszając się na wszystkie strony. Część jeźdźców wraz z Naczelnikiem przedarła się i galopowała drogą Łaskarzew oraz przez bagniste łąki i zarośla w stronę wsi Krępa. Rosjanie rzucili się w pogoń, zadając uciekającym i nie stawiającym już większego oporu Polakom poważne straty. Pod wsią Krępa pogoń dopadła uciekającą grupkę jeźdźców polskich. Rozpoczął się krótki rozpaczliwy bój.


Naczelnik próbował wyrwać się z matni. Gdy przesadzał rów, zadały mu cios piki kozackie. Upadł wraz z koniem na ziemię."

Tutaj historycy nie są zgodni, ale część opisuje, że nie zamierzał dać się wziąć żywcem.

"Wyciągnął prędko krucicę, włożył lufę w usta i pociągnął za język spustowy, lecz pistolet nie wypalił. W tym momencie sięgnęły go spisy kozackie"

- pisze Bartłomiej Szyndler w biografii naczelnika.


"Kozacy swoim zwyczajem przystąpili do rabowania nieprzytomnego przeciwnika. Wtedy nadjechał kornet charkowskiego pułku lekkokonnych Łysenko, z komendy por. Postuchowskiego i ciął pałaszem w głowę leżącego, zbroczonego krwią Kościuszkę. Na ten widok leżący obok i udający trupa ułan mirowski wykrzyknął, że zabito Najwyższego Naczelnika. Wystraszeni kozacy rozpierzchli się.

Wreszcie po jakimś czasie doświadczony kozak odnalazł miejsce, gdzie pozostawiono nieprzytomnego wodza powstańców. Przyprowadzono rannego Drzewieckiego, którego Rosjanie oprowadzali po pobojowisku, aby rozpoznawał wśród zabitych, ciężko rannych i jeńców wyższych oficerów powstańczych. Potwierdził on tożsamość Najwyższego Naczelnika. Uczynił to także przebywający w tych okolicach płk. Tołstoj.

Zaczęto cucić ciężko rannego, założono pierwsze opatrunki. Odzyskał on na moment przytomność, wyszeptał ponoć: <jam Kościuszko, wody...> Ponownie zapadł w omdlenie. Kozacy sporządzili z pik nosze i ponieśli Naczelnika w stronę zamku. Uczynili tak, mimo iż sprowadzono już wóz zaprzężony w woły. Kozacy uznali, że takim <powozem> nie godzi się przewozić generała, nawet armii nieprzyjacielskiej."


#kosciuszkoreaktywacja

#tadeuszkosciuszko

#obalamymity #postniepolityczny

14 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
 

©2020 by Kościuszko ReAktywacja. Stworzone przy pomocy Wix.com